Z wizytą u carycy
2007-06-01
INWESTYCJA
Obiekt: buduar carycy Katarzyny w Peterchofie k/Petersburga
Powierzchnia: ok. 30 m2
Wykonawca: PHU Komorowski, Warszawa
Wykonanie prac parkieciarskich w Peterchofie, czyli małym miasteczku pod Sankt Petersburgiem, nazywanym często „Wenecją Północy”, a będącym niegdyś letnią siedzibą carów, z pewnością nie trafia się często. Zapraszamy do buduaru carycy Katarzyny.
Wyzwania tego podjęła się firma Komorowskich, a konkretnie jej właściciel – Marek Komorowski. Zachowana część wystroju budynku z pieczołowitością została odrestaurowana. Natomiast podłogę należało wykonać od podstaw. Mieliśmy za zadanie, na zlecenie Pracowni Konserwacji Zabytków wykonać oraz zamontować parkiet w jednym, niezwykle reprezentacyjnym pomieszczeniu – w buduarze pałacyku carycy Katarzyny. Cały montaż zajął nam około 8-9 dni – wspomina Marek Komorowski, któremu w pracach pomagał jego ówczesny uczeń, a dziś już mistrz parkieciarstwa – Dariusz Suska. Oryginalna podłoga nie zachowała się – uległa zniszczeniu podczas pożaru. Odtworzono ją na podstawie zachowanych zdjęć. Parkiet taflowy, bordiury zrobione zostały w Polsce, a następnie wysłane do Petersburga. Zaraz potem parkieciarze pojechali do Peterchofu na montaż. W obiekcie, gdy do niego weszliśmy, nie było legarowania, tylko betonowa posadzka, więc trzeba było położyć odpowiednią izolację. Istniały już punkty zerowe, musieliśmy się więc dostosować wysokością, czyli w taki sposób wylegarować szkielet podłogi, żeby położony parkiet idealnie wpasował się do stiuków cokołowych, płyty kominkowej oraz mozaik położonych na korytarzach – dodaje Marek Komorowski. Chodziło o to, by trafić z parkietem milimetr poniżej cokołów, wejść z nim pod sztukaterię i dołączyć się do kominka. Wszystko więc musiało być zrobione „na dotyk”.




„Ślepa” podłoga na legarach
Pierwszego dnia zostały wytyczone repery wysokościowe, by umożliwić „wejście” z parkietem pod gzymsy. Parkiet taflowy musiał się wpasować z dokładnością do 1 mm pod gzyms. Wysokość podłogi narzucona została przez istniejące elementy ścienne. Wcześniej przygotowano deski do montażu, które zostały zagruntowane preparatami grzybobójczymi. Po reperach wysokościowych na odpowiednich podkładkach były układane legary, żeby podłoga trzymała poziom. Dodatkowo zostały one przyklejone do posadzki cementowej na klej poliuretanowy Sika T52, a na to wszystko zamontowaliśmy ślepą podłogę z desek sosnowych – wyjaśnia Marek Komorowski. ,,Ślepa” podłoga została wykonana z drewna sosnowego i przytwierdzona do legarów za pomocą śrub.



Parkiet taflowy – instalacja
Po wytrasowaniu wzoru na uprzednio położonej ślepej podłodze przystąpiono do montażu parkietu o grubości 32 mm. Składał się on z trzech gatunków drewna: dębu, palisandra i bukszpanu. W kolejnych dniach wytrasowywaliśmy cały wzór: półokrąg w kopule, która leży w końcu sali. Wszystkie bordiury musiały być bardzo dokładnie dopasowane do geometrii pomieszczenia. Najpierw zaczynaliśmy od dywanu, który wytrasowaliśmy, następnie zajęliśmy się bordiurą, idącą po okręgu przy kopule, na koniec poszła prostokątna część dywanu – mówi Marek Komorowski. Parkiet taflowy układano na poliuretanowy klej jednoskładnikowy, również firmy Sika, dodatkowo przymocowując go przy użyciu odpowiednich gwoździ. Następnym etapem prac było zeszlifowanie całego parkietu w celu uzyskania gładkiej i równej powierzchni. Po cyklinowaniu nałożono metodą „na gorąco” naturalny olej firmy Biofa.
MARCIN BAJKO
Artykuł powstał przy współpracy z Markiem Komorowskim,
właścicielem PHU Komorowski
MATERIAŁY
Drewno: dąb, brazylijski palisander, twardy i trudnołupliwy bukszpan
Kleje i oleje: poliuretanowy klej SikaBond T 52, Sika; Olej naturalny Biofa
Szlifierki: Rotex, Festool
OPINIA WYKONAWCY
Marek Komorowski, właściciel firmy PHU Komorowski, Warszawa
Podczas realizacji nie wystąpiły żadne nieprzewidziane problemy. Cokołów nie montowaliśmy, bo wszędzie były cokoły stiukowe. Wzór był tak dopasowany, a od spodu ponumerowany, że poskładaliśmy go i poprzycinaliśmy praktycznie za pomocą zagłębiarki i łaty. Przed klejeniem wzoru rozłożyliśmy go na sucho i wpasowaliśmy. Właściwie na miejscu robiliśmy tylko niewielkie korekty, a najważniejszą rzeczą było wytrasowanie wzoru, żeby wszystko, łącznie z półkolem się zgadzało. Chodziło o to, by cała bordiura, łącznie z wypełnieniem przy ścianach została idealnie wpasowana. Co do użytych narzędzi to jakaś rosyjska szlifierka znajdowała się na miejscu, lecz nie była ona zbyt dobrej jakości. Jednak mieliśmy ze sobą maszynę do polerowania Rotex i posługiwaliśmy się głównie nią.